Chcesz zostać Au Pair? O czym warto wiedzieć przed!

aupair w hiszpanii

Parę dni temu Instagram przypomniał mi o tym, że minął dokładnie rok od mojego wyjazdu do Szwajcarii jako Au Pair. Właściwie była to podróż dość krótka, bo na jedyne 1,5 miesiąca, ale na pewno dała mi ona dodatkową dawkę doświadczenia. To nie był mój pierwszy raz jako Au Pair, ale właśnie z tej okazji pomyślałam, że podzielę się z wami od serca tym, jak to wygląda.

Wyjazd jako Au Pair – na czym polega praca

Praca jako Au Pair najczęściej kojarzona jest z rolą niani. Jednocześnie wiele osób myśli o tym, jako o darmowym pobycie za granicą. Rodzina goszcząca musi przecież zapewnić nam mieszkanie oraz wyżywienie. I do tego najczęściej jeszcze nam trochę płaci. Ile zadań jednak mieści się tak naprawdę pod tym niepozornym hasłem?

Ja sama, jako Au Pair, pracowałam trzy razy. Otwarcie powiem, że za każdym razem zakres moich zadań był nieco odmienny. Poznałam też inne osoby, które na takim wyjeździe były i też inaczej to u nich wyglądało. Wszystko zależy od rodziny i (W TEORII) od tego, na co się umawiacie!

Standardowe zadania Au Pair

ZAWSZE:

  • Opieka nad dziećmi w określonych godzinach w tygodniu


CZĘSTO:

  • Przygotowywanie dzieciom posiłku

  • Zabieranie i odbieranie dzieci ze szkoły/przedszkola

  • Sprzątanie po dzieciach

  • Lekka pomoc w pracach domowych


CZASAMI:

  • konkretna pomoc w domu (np zmywanie, sprzątanie, robienie prania)

  • wycieczki i/lub nocki

Poza sytuacjami losowymi, większość z tych rzeczy jest całkowicie do ustalenia przed przyjazdem. Gdzie w takim razie czają się zagrożenia?

praca AuPair - zajęcia plastyczne dla najmłodszych

Teoria a praktyka – na co DOKŁADNIE się zgadzałaś

Problem wyjazdu na program “Au Pair” jest taki, że tak naprawdę zawsze jedziemy w ciemno. Nie da się przewidzieć wszystkiego. Oczywiście przed podróżą zaznajamiamy się z rodziną, rozmawiamy, staramy się poznać z rodzicami i zobaczyć jakie każdy z nas ma oczekiwania. Najczęściej mamy też szansę przywitać się z dziećmi i zorientować mniej więcej w sytuacji. Przecież jeśli jest coś, co nam absolutnie nie odpowiada, lepiej się wycofać. Najlepiej od razu zmienić rodzinę, gdy tylko zauważymy, że coś nam nie pasuje i gdzieś zgrzyta. Ale jakie jest prawdopodobieństwo tego, że coś takiego się przydarzy? Przecież każdy z nas chce w takich rozmowach wypaść jak najlepiej! Rodzice chcą znaleźć idealną nianię/starszą siostrę dla ich dzieci, a potencjalna Au Pair – rodzinę, która ją przyjmie i z którą miło spędzi kolejne miesiące. Co to oznacza w praktyce?

Najczęściej to znaczy, że kiedy pada pytanie o zakres obowiązków, to rodzina goszcząca wygłasza takie enigmatyczne zdanie o “drobnej pomocy w domu i losowych sytuacjach”, coś w stylu “Może Cię czasem poprosimy o jakąś drobną pomoc, ale oczywiście bez przesady, przecież nie przyjeżdżasz tu jako sprzątaczka i też masz prawo do wolnego czasu!”, z czym oczywiście nie można się nie zgodzić. No ale na czym konkretnie by ta pomoc miała polegać? I co to znaczy, że ona jest drobna? No to ja wam to rozłożę na czynniki pierwsze na podstawie trzech rodzin, u których zdarzyło mi się mieszkać.

dzieci, hiszpania

Rodzina pierwsza – Sabadell, Hiszpania

Mój pierwszy wyjazd jako Au Pair miał miejsce z początkiem grudnia 2016 roku. Poleciałam do Sabadell, w pobliżu Barcelony w Hiszpanii.

Oficjalny zakres obowiązków: uczenie dzieci angielskiego, spędzanie z nimi popołudni w tygodniu, lekka pomoc domowa. Weekendy wolne. Znajomość hiszpańskiego niewymagana (bo przecież chodzi o angielski). Jedzenie wspólne z rodziną. Pobyt na czas ok. pół roku.

Rzeczywistość:
1) Dzieciakom angielski nie przypadł do gustu, w związku z czym otrzymałam w krótkim czasie nakaz nauczenia się hiszpańskiego. Ojciec rodziny, który jako jedyny znał angielski, aby mi w tym “pomóc” przestał się do mnie odzywać. Z czasem się przemógł i zaczął do mnie mówić, ale tylko po hiszpańsku, tylko roszczeniowo lub z konieczności, oraz ignorując kwestię zrozumienia, a później obrażając się i wściekając, że coś mi umknęło. (Oczywiście taka sytuacja za granicą na pewno jest świetną szansą na naukę nowego języka, ale zdecydowanie nie było to łatwe, zwłaszcza na początku).

2) Drobna pomoc domowa w większości była rzeczywiście drobna, przy czym nie wolno mi było zmywać naczyń (facet chyba miał jakąś fobię, bo umyte przeze mnie kubki np wkładał z powrotem do zlewu, żeby samemu je umyć…), ale za to bardzo często dostawałam pranie – również W BOŻE NARODZENIE!!

bożonarodzeniowy, kataloński tio
Bożonarodzeniowy, kataloński Tio

3) Z dziećmi miałam spędzać popołudnia, albo ewentualnie pomagać przy nich, gdyby zdarzyła się choroba, ale rodzice zapomnieli wspomnieć, że ich pociechy chorują co drugi dzień, a czasem zwyczajnie wpadają w histerię i obrażone lub zapłakane nie idą do szkoły “BO NIE”. I wtedy też trzeba przecież z nimi siedzieć.

4) Plan miał być ustalany w przód, bo każdy też ma swoje życie, prawda? Surprise! Nie prawda! Moje plany osobiste nie miały żadnego znaczenia w “sytuacji kryzysowej”, która rzadko kiedy była rzeczywiście kryzysowa. Najczęściej chodziło o to, że roztrzepana mama zapomniała mnie uprzedzić, że musi gdzieś wyjść i w związku z tym… trzeba moje plany odwołać. “No ale to przecież nie będzie problem, PRAWDA??” W którymś momencie doszło do absurdu, gdzie ojciec rodziny autentycznie na mnie najechał i wywrzeszczał mi obraźliwą chamską tyradę na temat tego gdzie moje miejsce, “bo jakżem śmiała umówić się z koleżanką w dzień wolny bez uprzedniego zapytania czy mi wolno” … (Nikt mnie nie raczył uprzedzić, że ten dzień jednak wolnym dla mnie nie będzie).

5) W teorii jechałam do kochającej się katolickiej rodziny, a w praktyce… do piekła. Chociaż oczywiście pierwsze dwa tygodnie usiane były pozorami, szybko szydło z worka wyszło.

a) Ojciec rodziny był skończonym despotą i matki albo nie kochał, albo zupełnie nie wiedział jak jej to okazać, od czasu do czasu zdobywając się na czułości typu “cisza mi się marzy”*. gdy próbowała dzielić się przeżyciami z pracy.

b) Kłótnie były na porządku dziennym, niekiedy kończyły się płaczem matki, zawsze wrzaskiem lub płaczem dzieci i – oczywiście – nigdy płaczem ojca.

c) Dzieci były wychowywane według polityki odbijanej piłki i podważania autorytetu drugiej osoby. Mój autorytet na przykład był podważany nieustannie ponieważ konsekwencje ze strony rodziców były ŻADNE, a rzeczy, których kazali mi zabraniać, stawały się nagle dozwolone za pomocą jednego zapłakanego telefonu do mamy czy taty. Za obrażanie mnie czy złe zachowanie też kar nie było, albo były, ale tylko figuratywne. Dość powiedzieć, że nie usiedziałam w tej rodzinie planowanego pół roku.

dziecko w bluzie udaje ducha

Zalety i Wady:

Do zalet tego kilkumiesięcznego doświadczenia jako Au Pair na pewno zaliczę niesamowity rozwój mojego hiszpańskiego. Nic nie uczy tak szybko, jak towarzystwo dzieci. One nigdy się nie krępują żeby poprawiać, a przy nich też bez sensu się krygować, bo przecież trzeba się dogadać. Poza tym muszę powiedzieć, że 85% moich problemów w tej rodzinie nie było w ogóle kwestią dzieci. Chociaż rzeczywiście zachodziły mi czasem za skórę, najczęściej była to wina ich rodziców. Dzieci mnie lubiły. Dziewczynki, to nawet mnie kochały i czasem były po prostu przesłodkie w okazywaniu mi tego. Ja też się do nich przywiązałam i tak naprawdę głęboko im współczułam środowiska rozwoju.

W tej rodzinie uczyłam się też budowania granic i wyciągania konsekwencji w obrębie własnych możliwości. Działania na płaszczyznach, na które miałam wpływ pomimo rodziców. Nauczyłam się też bardzo wiele o kulturze regionu. No i największy plus tego wyjazdu oczywiście: dzięki desperackiej potrzebie znalezienia anglojęzycznego towarzystwa – poznałam Leo.

Do wad muszę zaliczyć absolutnie tragiczną współpracę z rodzicami. Chociaż mama dzieci na pewno wykazywała dobrą wolę i była mi przyjazna, jej roztrzepanie i zmiany planów na ostatnią chwilę były mi niezwykle nie na rękę. Poza tym była kobietą o miękkim sercu i nie potrafiła ani wyciągać konsekwencji, ani się postawić, ani określić nieprzekraczalnych granic. Niejednokrotnie ulegała dzieciom w kwestiach pójścia do szkoły, oglądania telewizji i tym podobnych. O ojcu starczy powiedzieć, że potrafił 6-letnią córeczkę zawołać – bez żadnych negatywnych implikacji – takim tonem, że się rozpłakała ze strachu, a kiedy matki nie było w domu, zapomnieć poinformować mnie, że zrobił już jedzenie i nalał mi zupę i przypomnieć sobie o tym, gdy oni kończyli już jeść, a moja zupa wystygła. Resztę dopowiedzcie sobie sami.

Rodzina druga – Barcelona, Hiszpania

Pracę w drugiej rodzinie rozpoczęłam ok.tydzień po rozstaniu się z poprzednią, czyli pod koniec kwietnia 2017 r. Rodzina Polsko-Włoska. Tym razem do opieki dostałam jedynie dwuletniego Leo. W przypadku tej rodziny wszystko było “do dogadania”, “na luzie” i “bezproblemowo”, ale spisany został kontrakt, więc zawsze można się było odwołać do warunków umowy, które były bardziej sprecyzowane.

zabawa z dzieckiem - barcelona

Oficjalny zakres obowiązków: opieka nad Leo, ok. 6h dziennie. Weekendy wolne. 3 dni z nockami w czasie porodu (mama była w ciąży, ale oczywiście noworodkiem to ona miała się później zajmować), rekompensowane dniami wolnymi w innym czasie. Czasem wieczory z Leo, rekompensowane godzinami wolnymi ekstra w inne dni. Drobna pomoc w domu – ścieranie kurzy i sprzątanie w pokoju Leo, przebieranie w razie potrzeby. Gotowanie dla siebie we własnym zakresie (przy czym produkty były oczywiście zapewnione). Pobyt na czas nie określony, ale z perspektywą ok. 3-miesięczną.

Rzeczywistość:
1) Czas pracy rzeczywiście odpowiadał ustaleniom. Rzadko kiedy zdarzały się zmiany planów i najczęściej wiedziałam o tym z wyprzedzeniem. Rodzina zresztą była autentycznie bezproblemowa, komunikacja była łatwa, oczekiwania jasno ustalone, a wszystkie nadgodziny były oddawane.

2) Drobne prace domowe ograniczyły się do tego co ustalone i do sprzątania po sobie. Doszło mi jedynie ekstra czyszczenie puzzli wykładzinowych raz w tygodniu, ale to żaden dramat.

chłopcy się bawią
Leo z puzzlem na głowie

3) Nieścisłość pojawiła się w momencie narodzin 2 dziecka, po wyjściu mamy ze szpitala. Wiadomo, że noworodki płaczą i wiążą się z nieprzespanymi nocami. Ale to zasadniczo nie powinien być aż taki problem, ponieważ w czasie wolnym w ciągu dnia można by było odespać. Można by, gdyby nie to, że nagle okazało się, że drugie dziecko też planowali włączyć w zakres moich obowiązków, czego wcześniej w planach nie było i przypomniawszy sobie, że nie mam z noworodkami doświadczenia (o czym mówiłam przecież wcześniej), a do tego po nieprzespanej nocce jestem zmęczona, postanowili poszukać innej Au Pair. Mój pobyt zakończył się po miesiącu.

Zalety i wady:

Tutaj do zalet muszę na pewno wliczyć a) świetny kontakt z dzieckiem i naprawdę dobre relacje z rodzicami tak na co dzień b) bardzo dużą swobodę i tyle wolnego czasu ile miało go być c) super lokalizację, blisko wszędzie, piękna okolica, no i po prostu BARCELONA d) więcej niezależności chociażby właśnie przez gotowanie na własną rękę

Jeśli chodzi o wady, na pewno trochę zatrzymał się tu mój rozwój hiszpańskiego w tym czasie, ponieważ głównie był mi potrzebny polski i angielski. Poza tym, kontrakt był wadliwy, co wcześniej zupełnie nie przyszło mi do głowy, ponieważ okres wypowiedzenia wynosił TYDZIEŃ.

To znaczy, że kiedy nagle perspektywa rodziców się zmieniła, miałam tydzień na wyprowadzkę. Zupełnie się tego nie spodziewałam, biorąc pod uwagę dotychczasowe relacje. Zdaję sobie sprawę z tego, że pojawienie się kolejnego dziecka bardzo dużo zmienia, ale poczułam się oszukana. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że matka i tak nie może karmić piersią i planuje sporo wychodzić, załatwiać etc, zostawiając dwójkę dzieci pod opieką, a ojciec będzie musiał odsypiać, bo przecież zarywa nocki. Nikt o tym wcześniej nie mówił. Poczułam się, jakby powodem zatajenia tej informacji było to, że bardzo potrzebowali kogoś na czas szpitala i być może sądzili, że gdyby uprzedzili mnie, że mogę zostać tylko do narodzin dziecka, poszukałabym innej rodziny. Możliwe jednak, że naprawdę decyzja została podjęta dopiero kiedy maluch się urodził. Nie wiem tego. Faktem jednak jest, że nagle w ciągu tygodnia musiałam spakować walizki i rozwiązać kwestię pytania “co dalej”.

Au Pair po raz trzeci – Szwajcaria

Do trzeciej rodziny wyjechałam z początkiem października 2018r. Była to polska rodzina w Szwajcarii, w Wallisellen, koło Zurychu.

Oficjalny zakres obowiązków: Opieka nad dwójką dzieci, około 5-6h dziennie. Weekendy wolne. Przygotowanie śniadań oraz drobne pomoce domowe, czyli np zapakowanie od czasu do czasu zmywarki, pomoc dzieciom w sprzątaniu ich zabawek etc. Jedzenie wspólnie. Pobyt na 3 miesiące.

Rzeczywistość:
Te 5-6h dziennie potrafiło się niekiedy znacząco wydłużyć, a poza tym odnosiły się one tylko do czasu opieki nad dziećmi, czyli nie wliczały innych prac, które stopniowo zaczęły mnożyć się coraz bardziej. Z okazyjnego pakowania zmywarki zrobiło się codzienne sprzątanie kuchni; z pomocy dzieciom w zbieraniu zabawek – sprzątanie za dzieci w salonie i ich pokoju; z jakiejś drobnej dodatkowej pomocy – odkurzanie całego domu oraz sprzątanie głównej łazienki. Potem również wspólne posiłki gotowane przez matkę zamieniły się w “mogłabyś czasem coś ugotować, bo prawie w ogóle obowiązków w tym domu nie masz”, oraz “w weekendy gotuj i jedz sama, bo chcielibyśmy mieć jakieś czas oddzielny dla rodziny”. A na koniec i tak dostawałam w twarz tekstem, że jestem dla matki jak kolejne dziecko, bo nic nie robię i za co ona mi płaci. AHA.

Relacje z ojcem miałam super, ale relacje z matką, oraz relacje mąż-żona pozostawiały sporo do życzenia. W tym domu to matka czuła się głową rodziny. Nie pracowała. Zdecydowała się na Au Pair, ponieważ chciała zająć się swoją pasją fotograficzną. Nieustannie narzekała na męża, że jej nie pomaga i że wszystko sama musi robić. Otwarcie go krytykowała i podważała jego autorytet przy dzieciach. Pod koniec zaczęła też coraz bardziej krytykować mnie i punktować co jej się nie podoba, przy czym zazwyczaj odnosiła się do rzeczy, na które wcześniej się w ogóle nie umawiałyśmy.

Jak się skończyła nasza przygoda?

Pewnego dnia w piątek matka postanowiła, że całą rodziną pojadą na zakupy do Niemiec. Powiedziała mężowi, żeby poinformował mnie o tym, ponieważ potrzebowali kogoś do zajęcia się dziećmi w samochodzie, co on, z kulturą i dając mi możliwość wyboru, wykonał. Wprawdzie to oznaczało wiele godzin ekstra, ale miałam je odzyskać w innym terminie. Zresztą mieliśmy być z powrotem odpowiednio wcześnie, ponieważ dla niego to był normalny dzień pracy (pracował zdalnie), a wieczorem miał konferencję biznesową.

dziewczynka w samochodzie

W samochodzie praktycznie nie było miejsca. Dwa foteliki i ja wciśnięta między nimi, wykrzywiona w pałąk. Synek uzależniony od mamusi oczywiście nie chciał w samochodzie wysiedzieć, a wychowywany wg polityki “jak ci źle, to sobie pokrzycz”, korzystał ze swego przywileju na całego, doprowadzając do stresu i płaczu również młodszą siostrzyczkę. Wszelkie próby zabawienia ich czymkolwiek kończyły się fiaskiem, ponieważ mama była prawie na wyciągnięcie ręki, ale oczywiście w momencie prowadzenia auta nie chciała mieć z nimi nic wspólnego i tylko wsiekała się na mnie za moją niezaradność, bo przecież powinnam była ich zabawiać, a to że rzucały zabawkami po samochodzie, a mi robiło się niedobrze od ciągłego schylania się po nie, w żadnym razie jej nie obchodziło. Mężowi za to nieustannie robiła przytyki za ciągłe siedzenie w telefonie, choć wiedziała, że jest to dla niego dzień pracy i pod telefonem być musi.

W Niemczech mieliśmy kupić jakieś sportowe rzeczy dla starszego syna, a ja miałam pomóc przy pilnowaniu córeczki, a później zabrać dzieci do parku, podczas gdy rodzice mieli zrobić zakupy spożywcze.

Zajęłam się małą, włącznie z przebraniem jej gdy była potrzeba. Potem wspólnie poszliśmy na obiad. Jako, że wszystko zajęło nam trochę czasu, ojciec rodziny oznajmił, że trzeba w miarę sprawnie ogarnąć kwestię zakupów spożywczych. Jego żona w tym czasie głośno rozważała kwestię potencjalnego deseru. Kiedy usłyszała, że nie ma na to wszystko czasu i decydujemy się albo na deser albo na supermarket, przyznała, że jakieś ciastko można też zjeść po drodze i nie musimy tam zostawiać. Wtedy pojawiła się kelnerka z zapytaniem, czy sobie czegoś jeszcze życzymy. Matce wróciło zainteresowanie, więc ojciec przypomniał jej o braku czasu, ale dał żonie wolną rękę w kwestii wyboru. Poprosiła o deser.

“No dobra, to w takim razie nie idziemy na zakupy i najwyżej zrobimy je jutro u nas.” rzucił mąż na podsumowanie. I wtedy rozpętało się piekło, którego nikt z nas na pewno nie przewidział. Scena zupełnie surrealistyczna.

mini samolot w Szwajcarii

Nagle matka zaczęła krzyczeć, że jak to, że przecież oczywiście, że teraz nie ma czasu, bo ona wszystko musi sama robić, bo ja w ogóle w niczym nie pomagam i za co oni mi płacą, że przecież wzięli mnie ze sobą, żebym się dziećmi zajęła, a nie, żeby mnie na wycieczkę darmową zabierać, ale ja oczywiście myślę tylko o sobie i dlatego to ona musi dzieciom dać jeść, pokroić, o wszystkim myśleć, a przecież to ja powinnam to wszystko robić, bo ja nie jestem gościem i przyjechałam DO PRACY i wcale jeść z nimi nie muszę! A on to już w ogóle tylko w telefonie siedzi i też nic nie robi, więc ona ma nie dwójkę tylko 4 dzieci i myślała, że Au Pair to będzie dobry pomysł, ale zamiast tego ma jeszcze więcej pracy i nikt jej nie wspiera, więc ona sama pójdzie i te zakupy zrobi i nie chce żadnego deseru!!!

No i serio w tym momencie kelnerka przyniosła ten durny deser, zmieszana jak nigdy, bo awantura była na całą restaurację, a chwilę wcześniej zamawiająca kobieta teraz właśnie się ubierała i oburzona opuszczała lokal. Także zostaliśmy ja, ojciec i absolutnie stropione dzieci, z deserem, którego nikt nie chciał.

Ja się rozpłakałam. On nawet nie wiedział co powiedzieć. Dzieci tym bardziej. To był moment, w którym wiedziałam, że wracam do domu. Na ten dzień ostatecznie stanęło na tym, że zebraliśmy się wszyscy, tato z synem poszli szukać mamy na zakupach, a ja z małą poszłam na spacer, żeby zasnęła.

Podróż powrotna była dostatecznie cicha, bo dzieci spały. Rodziców udawałam, że nie słyszę.

Na szczęście ta sytuacja przytrafiła się na koniec tygodnia, po którym miałam wolne i nie musiałam obchodzić się z nikim. Znalazłam bilet do Polski od razu na poniedziałek. Po takim cyrku uznałam, że nie muszę się liczyć z żadnym okresem wypowiedzenia. W końcu przecież nie było między nami żadnej oficjalnej umowy. Ojca nie zaskoczyło to wcale i jak najbardziej poparł moją obronę samej siebie. Matkę jednak zbiło to nieco z pantałyku, ponieważ zaraz zaczęła, że wcale nie mówiła, że jestem całkiem bezużyteczna, ale ostatecznie zgodziła się ze mną, że raczej się nie dogadamy, więc może tak będzie lepiej.

Drobny, ale jednak zaskakujący zwrot akcji

klocki lego

Jako, że wyjeżdżałam w poniedziałek, zostałam poproszona by mimo weekendu spędzić trochę czasu z dziećmi, tak na pożegnanie. Dzieci się ze mną zżyły i nie miałam z tym akurat żadnego problemu. To, co mnie jednak bardzo zaskoczyło, to postawa matki. Niezwykle hojnie obdarowała mnie ona jedzeniem na drogę, zachęciła do zrobienia sobie kanapek i zabrania innych produktów i przypomniała mi, że może nie wszystko nam wyszło, ale, że dla niej było też wiele rzeczy pozytywnych i że bardzo docenia to jak dobry kontakt miałam z dziećmi etc. Było to o wiele cieplejsze pożegnanie, niż się tego spodziewałam.

Wnioski:

Wyjazd za granicę jako Au Pair może być przeżyciem bardzo ubogacającym i otwierającym na świat, ale zasadniczo jest też sprawą trudną. Po pierwsze dlatego, że najczęściej wiąże się to z zupełnie inną kulturą i językiem. Po drugie, ponieważ rodziny goszczące zawsze są pewną niespodzianką. To nie znaczy, że musi być źle. Osobiście poznałam osoby, którym trafiły się świetne rodziny i nie było zupełnie na co narzekać! Zresztą, moje drugie podejście poza fatalnym końcem też uważałam za bardzo udane. Do takiego wyjazdu trzeba się jednak dobrze przygotować. W końcu kiedy już się wyjedzie, jest się trochę zdanym na siebie. Nawet z doświadczeniem pracy jako niania stacjonarnie, można zostać zaskoczonym. Ja takie doświadczenie miałam, a jednak pewne rzeczy zaskoczyły mnie niczym Hiszpańska Inkwizycja. Dlatego właśnie, jeśli chcesz dobrze się przygotować do takiego wyjazdu i dowiedzieć się więcej o tym, nad czym warto się zastanowić przed ostatecznym podjęciem decyzji, udostępnij ten post, a w prezencie dostaniesz pdf z kluczowymi poradami 😉

Pobierz “Porady dla przyszłej Au Pair” za darmo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *