W stanie Minas Gerais

minas gerais
muzyka na drogę 😉

Z São Paulo do Minas

Wyjechaliśmy w piątek popołudniu, ledwie chwilę przed uderzeniem prawdziwych godzin szczytu, a w São Paulo wybieranie się gdziekolwiek w godzinach szczytu, to jak dobrowolne rezygnowanie z niezliczonych godzin wolnego czasu, w imię spontanicznego smażenia się w puszce nudy i marnowania hektolitrów benzyny. Na szczęście, ze względu na tę przewagę czasową, którą sobie zapewniliśmy, skończyło się na ledwie godzinie czy może dwóch w korkach miasta, a cała reszta to już czysta przyjemność podróży.

 

Do samego Gonçalves dojechaliśmy koło 23:00, ale jeszcze przed przekroczeniem granicy stanów przyroda już zdążyła wyrwać mnie z siedzenia swoim urokiem. Kto nigdy nie był w tamtych okolicach, nie ma pojęcia co traci… Myślę, że w ogóle prawdą jest, że kto widział jedynie miasta, zupełnie nie zna Brazylii od tej najlepszej strony, bo to przyroda jest naprawdę tym, czym mogą się tu pochwalić i jest to zdanie każdego średnio rozwiniętego tubylca. Do Brazylii warto jechać właśnie ze względu na niezliczone połacie przepieknej natury, której nie sposób znaleźć w takim wydaniu gdzie indziej. Ja może jeszcze nie wiadomo gdzie nie byłam, ale na pewno mam to w planach.

Taka zima w Minas Gerais

Na południu Minas podobno jest zimno, bo teren wyżej położony i górzysty. Do tego nadchodzi zima i ponoć miało padać. Cóż, jeśli chodzi o potencjalne zimne noce, to miejsce było nieźle przygotowane, bo – okazuje się – mają tam ogrzewane łóżka, więc już na starcie moja gruba piżama nie była aż taka konieczna. A co do całej reszty… No cóż, zimno nie było. Prawie, że nie padało. A ja z zimowymi butami górskimi, jak mi polecił Leo, i przygotowana na chłód. Dwie kurtki, jakby jedna była za mało, bluza, parę wdzianek z długim rękawem, no i jakaś ładniejsza bluzka z krótkim na niedzielę. I tak to właśnie skończyłam, idąc na wycieczkę w stroju fanki Palmeiras, ulubionego klubu piłkarskiego mojego chłopaka… No, ale za to wycieczka sama w sobie – nieziemska. No i przynajmniej strój kąpielowy miałam zgodnie z instrukcjami, więc zebraliśmy się na odwagę i skoczyliśmy w górskie wody 😉

Jednym z najbardziej zachwycających faktów dotyczących Minas jest to, że jest to stan o wielkości zbliżonej do całej Polski, a wszyscy zgadzają się, że w całości jest po prostu przepiękny. Zjechaliśmy jedynie część południa, ale szczerze muszę przyznać, że nie uświadczyłam tam ani jednego “średnio wyglądającego” skrawka, co już jest naprawdę ogromnym osiągnięciem. Gdzie człowiek nie spojrzał, to zapierało dech w piersiach, po prostu.

 

 

 

(Filmiki z Cachoeira Sete Quedas – czyli coś w stylu 7 wodospadów w jedym)

Z czego jeszcze stan Minas Gerais słynie

Do wspaniałości Minas można dodać jeszcze fakt, że ten region znany jest z dobrego tradycyjnego jedzenia. Niestety, w moim przypadku, może nie okazałam się jakąś wielką fanką akurat tego zestawu, jaki został przede mną postawiony, ale na pewno każdy powinien dać sobie szansę i spróbować samemu.

Z rzeczy tradycyjnych, które ja personalnie uwielbiam, można jednak na pewno wymienić Pão de Queijo (chlebek serowy, mniam), Coxinha (to cudo w kształcie kropelki, które jem na jednym ze zdjęć), Doce de leite (masa zrobiona z mleka kondensowanego) i Churrasco (mięcho), przygotowane przez kogoś z odpowiednim skillem. My akurat mieliśmy na tyle szczęścia, że nie dość, że tato Fernando – szwagra Leo – ma w Gonçalves domek, więc nie trzeba było niczego wynajmować, to jeszcze sam Fernando jest specem od churrasco i mieliśmy tam prawdziwą wyżerkę.

Więcej zdjęć z Minas Gerais

1 myśl na “W stanie Minas Gerais”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *