Podróże niskobudżetowe: jak wydać mało ale się bawić

Podróże “low-cost” – z czym się kojarzą?

Chyba najczęstszym i najbardziej oczywistym skojarzeniem z “podróżami niskobudżetowymi” jest oszczędzanie gdzie tylko się da. Tzn np jazda autostopem lub lot z trzema przesiadkami (bo tańszy), spanie na dziko, jedzenie z puszki i tym podobne. Dlaczego? No bo jeśli chcemy sobie pozwolić na jakieś atrakcje turystyczne, to przecież nie możemy wydać wszystkiego na drogie bilety i zakwaterowanie!

Obraz może zawierać: niebo, chmura, drzewo, trawa, na zewnątrz i przyroda
zdjęcie z podróży niskobudżetowej z kumplem w Portugalii

Bardzo popularnym sposobem rozpoczynania planu podróżnego jest też lista obligatoryjnych atrakcji turystycznych, które po prostu trzeba zaliczyć. Atrakcji, bez których to tak, jakby się w ogóle z domu nie wyjechało. No kto to widział Afrykę odwiedzić i nie pojechać na safari! Albo w Paryżu być i nie zaliczyć wieży Eiffla! No właśnie… A najczęściej są to rzeczy kosztowne ze względu na ich popularność – to dość oczywiste. Tam gdzie jest popyt, tam są biznesmeni!

Jak oszczędzać w podróży i wciąż się dobrze bawić?

Pomijając oczywiście wyjątki, gdzie naprawdę sytuacja finansowa nie pozwala na nic i praktycznie nie wiemy co my w ogóle robimy w danym kraju, zazwyczaj wybierając się w podróż mamy jakiś określony budżet do wydania. (Jeśli nie, to lepiej się o to od razu zatroszczyć! Serio, podróże warto nieco zaplanować, bo nawet jak się ma dużo pieniędzy, a podejście hujaj dusza, to można bardzo popłynąć). Gdzieś trzeba oszczędzić, żeby gdzieś indziej móc wydać i to jest jak najbardziej dobre. Pytanie tylko gdzie oszczędzić!

Dobra zabawa w podróży oznacza przede wszystkim robienie czegoś więcej niż tego wymaga samo przeżycie. Nawet podróże low-cost nie mogą się skupiać jedynie na oszczędzaniu, bo to odbiera nam radość z przygody. To nie oznacza jednak, że powinniśmy zrezygnować z kalkulacji. To co możemy zrobić natomiast, to postawienie na atrakcje niekonwencjonalne lub po prostu bardziej wyszukane.

Jak znaleźć alternatywy dla “typowej podróży turystycznej”

Są takie atrakcje turystyczne, które trudno jest sobie wybić z głowy lub znaleźć dla nich alternatywę. Na niektórych rzeczach po prostu nie da się oszczędzić i już. Ale taka sytuacja to nie jest podróżniczy constans. Jeśli o danym kraju wiemy jedynie to, co można znaleźć wszędzie i o czym wie każdy, no to rzeczywiście będzie nam trudno wybrać coś “niemainstreamowego”, nie aż tak typowo turystycznego i dzięki temu tańszego. Warto jednak zorientować się trochę bardziej przed wyjazdem lub nawet w jego trakcie. No a już szczególnie warto wypytać tubylców o miejsca warte uwagi. W ten sposób można się dowiedzieć o rzeczach spoza listy “najważniejszych punktów” danego kraju. Często są to rzeczy, które same w sobie absolutnie nic nie kosztują,a mogą znacząco uświetnić naszą niskobudżetową wyprawę. Oczywiście jeśli podróż jest krótka, skorzystanie z takich okazji nie zawsze jest łatwe. Ja akurat preferuję podróże nieco bardziej rozciągnięte w czasie, dlatego mnie od pewnego czasu interesują dość mocno rzeczy związane z kulturą.

W São Paulo na przykład jeszcze do niedawna trwała wystawa sztuki bardzo znanej brazylijskiej artystki w MASP. Zasadniczo bilety najtańsze nie były, ale we wtorki wejściówki za darmo. I to nie tylko na tę wystawę, więc do tego muzeum zawsze zajrzeć warto! Z kolei w katedrze SP co sobotę aż do marca 2020r. można wziąć udział w darmowych koncertach muzyki klasycznej. Po szczegóły odsyłam do postu o historii São Paulo, bo jest ona bardzo ciekawa. Poniżej możecie też zobaczyć filmik, który nakręciłam z pomocą Leo, a w którym mówię o tym jak wykorzystać inne okazje w SP, bo takich okazji jest naprawdę ogrom i wcale nie są to wydarzenia “nudne” czy “mniej wartościowe” niż powiedzmy leżenie na plaży Copacabana. Wręcz przeciwnie!

A co z atrakcjami dotyczącymi natury?

Parki Narodowe, safari, regiony o niespotykanym uroku, florze i faunie, zazwyczaj są chronione i płatne. Cena nie zawsze jest wygórowana, ale jednak zazwyczaj jeśli da się na tym zrobić interes, to ludzie go robią. Dlatego wycieczki w tego typu miejsca najczęściej wiążą się z bardzo dużymi kosztami. Czy da się te koszty jakoś pominąć? Tak i nie. Na pewno da się znaleźć miejsca, które aż tak drogie nie są i bardziej się wpisują w naszą niskobudżetową podróż.

Wspomniane wcześniej safari np to świetna sprawa. Muszę przyznać, że osobiście dałam się na nie namówić, będąc w Kenii, więc nie mogę się tu teraz za bardzo wymądrzać. ALE takie safari kosztowało mnie $80 za dzień, licząc jedynie wjazd na teren parku. (Żeby tam wjechać trzeba mieć oczywiście samochód, a wynajem samochodu i benzyna to dodatkowe koszty). Można było zamiast tego pojechać na safari wycieczką zorganizowaną, która w teorii trwa 3 dni zamiast jednego, a w bonusach ma duże terenowe auto otwierane od góry, które umożliwia zdecydowanie lepsze zdjęcia. Koszt? $450. Haczyk? W praktyce taka wycieczka to tylko jedna doba. Pierwszy dzień to właściwie sam dojazd. Tak naprawdę wpuszczają was na teren parku dopiero wieczorem i guzik zobaczycie. Trzeci dzień z kolei kończy się tym, że wjeżdżacie na chwilkę z samego rana i odjeżdżacie, bo nie ma czasu. I tu się nie wykłócicie, hajs przepadł i tyle. Zdecydowanie wynajęcie auta opłaca się tu bardziej. Wtedy przy okazji można zabrać jakiegoś zaprzyjaźnionego tubylca, bo za obywatela płaci się tam naprawdę grosze w porównaniu do cen dla białych.

Co jeśli zupełnie nas na to nie stać?

No dobra, ale to wciąż $80 za wjazd plus koszty ukryte i tak dalej. Pytanie czy warto nie jeść lub spać w krzakach, żeby sobie na to pozwolić… Moim zdaniem nie warto. Dlaczego? Zapłaciłam sporo za tę atrakcję i to było rzeczywiście wielkie przeżycie, ale tak naprawdę najwięcej frajdy sprawiło mi kiedy zobaczyłam słonia z bliska już po wyjeździe z płatnego terenu. Jeszcze łatwiej przyszło nam zobaczyć na wolności żyrafy i małpy, nawet zupełnie z dala od tamtego regionu. Oczywiście bardziej wyszukane zwierzęta zwyczajnie łatwiej zobaczyć na safari, ale po pierwsze, to nie tak, że gdzie indziej ich nie ma, a po drugie jest mnóstwo parków czy po prostu naturalnych środowisk, gdzie szansa na wpadnięcie na jakieś nietypowe dla nas stworzenie jest spora. Są też parki płatne, ale tanie. Do takich tańszych, a naprawdę niesamowitych miejsc w Kenii zalicza się np jezioro Nakuru.
O samej Kenii na pewno pojawi się osobny post. Tutaj chcę po prostu zaznaczyć, że nawet tak wyszukana atrakcja, jaką jest safari, nie musi być uznawana za niezastąpioną.

Dlaczego jeszcze podróż niskobudżetowa to dobry pomysł?

Podróże z uwzględnieniem planów niskobudżetowych mają jeszcze jedną zaletę. Korzystając z atrakcji, które nie są takie “oczywiste”, bardzo często możemy oczywiście nieco oszczędzić, a przy tym mieć wiele świetnych okazji do dobrej zabawy. Przede wszystkim jednak dajemy sobie większe szanse na rzeczywiste poznanie danego kraju takim jakim jest. Nie tylko od strony natury, ale też, a może zwłaszcza, od strony kultury. Bycie w nowym miejscu to przecież nie tylko posty na instagramie, ale potencjalne nowe źródło wiedzy o świecie!

2 myśli na “Podróże niskobudżetowe: jak wydać mało ale się bawić”

  1. Super tekst, a najbardziej rozbawilo mnie pytanie ,” czy warto nie jeść, albo spać w krzakach?” 😂Tak. Z pewnością kazdy potencjalny turysta powinien sobie odpowiedzieć na takie pytanie 🤣

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *